Inspiracje cz. 1: Don Hertzfeld
O, a tu mamy komiks typu „świat ma na nas wyjebane, jesteśmy pyłkami w kosmosie”. Rysowanie bez poprzednio uformowanego pomysłu skutkowało tym, że zwykle odtwarzałem humor wszystkiego, co wtedy do mnie trafiało (zamiast pomyśleć, co ja robię, w jakim kierunku chcę pójść). Oj dobra, powiedzmy, że w tym konkretnym przypadku egzystencjalny humor pasuje do nazwy Żól Bycia, ale potem było zaciąganie od pveka itp. (o czym później więcej).
Ogólnie, patrząc na ten Pociąg, widzę ten jeden komiks Adama Muto (gościa robiącego przy Adventure Time), albo część opowiadającą o przodkach Billa z animacji Dona Hertzfelda „I AM SO PROUD OF YOU”. Tu jest część pierwsza trylogii. Przy okazji muszę napisać, że te trzy filmy chyba stanowią moją największą inspirację. Może niekoniecznie tematycznie, czy językowo, ale chyba emocjonalnie i konceptualnie. Pamiętam, że Hertzfeld wspominał, gdy pytano go o jego „prosty”, patyczakowaty styl, że równie dobrze można opowiedzieć historię miłosną dwóch trójkątów i doprowadzić widzów do łez. Później starałem się opanować przekazywanie emocji w komiksach i wywoływanie konkretnych reakcji w serduszkach (chyba czasami daję radę). Don też zapierdalał (nie)zdrowo i pruł setki ręcznie rysowanych klatek, co było inspirujące o tyle, że się porwałem na tworzenie teledysku dla Legendarnego Afrojaxa i sam też mogłem odczuć, jak to jest zapierdalać. Czarny i absurdalny humor też sobie pozwoliłem podwędzić, a jakże. Na początku pożyczałem też narratora (typu: „Andrzej lubi szamać grejpfruty, bo gorycz i soczystość przypomina mu pewną ciepłą, lipcową noc, gdy odkrył, co się dzieje po zetknięciu języka z odbytem.”) w niektórych komiksach, ale teraz to już mi zupełnie przeszło.