Moja przygoda z ADHD
Komiks o toksycznej pętli tracenia kontroli nad sobą, obwiniania się za to i tracenia więcej kontroli, bo poczucie winy zajmuje głowę i pożera resztki siły woli.
W tym czasie już zacząłem podejrzewać, że może mam ADHD, do diagnozy i leków musiałem poczekać do początku 2023 roku. Jakoś zgrało się z tym, że obejrzałem filmik ThoughtSlime’a o jego diagnozie, a potem trzy dni z rzędu, będąc sam w biurze, absolutnie niczego nie zrobiłem w pracy. Nie wiem, co wtedy robiłem. Coś. Nic ciekawego. Nie musiałem nawet być wtedy w biurze. Specjalnie pojechałem pracować i nie udało mi się nawet zacząć. Mogłem grać cały dzień w gry, wtedy przynajmniej bym się nie zmęczył. Wszystko mnie rozpraszało, łaziłem robić sobie herbaty i szamać przekąski. I ciągle sobie planowałem „Ok, robię herbatę, siadam i odpisuję na maila.” i gdy siadałem przy komputerze to tylko chciałem zerknąć, czy ktoś czegoś nie napisał i wtedy wsiąkałem na godziny, robiąc chujwieco. To był ten objaw, który mnie przekonał (wtedy). Poza tym była cała masa: kiepska pamięć, problemy ze skupieniem się na rozmowie, gubienie rzeczy, tracenie wątku w trakcie mówienia zdania, gonitwa myśli (tak jak w tym komiksie), zawalanie terminów, literówki (oj pełno ich w różnych komiksach xD), skłonności do uzależnień (święta trójca: chlanie, walenie, granie), czytanie pobieżne i coś jeszcze pewnie. Wtedy te zachowania wzbudziły moje podejrzenia (spojler alert, potem zauważyłem, że jest ich więcej) i sugerowało wariant ADHD z przewagą deficytu uwagi. Zbijało mnie z tropu, że moja dziewczyna też ma ADHD, a funkcjonuje trochę inaczej i np. ja się nigdy nie spóźniam, a ona zawsze, od dzieciństwa. He he, pojawianie się 15 min przed czasem też jest objawem z powodu nieogarniania czasu i przeszacowywania pod wpływem lęków nabytych przez zawalanie w ciągu całego życia.
No ale dobra, obejrzałem se podkast Hubermana (spojler, to ściemniacz guru sprzedawca supli), no i tam mówił, że brak snu i social media mogą powodować objawy ADHD. Ok, faktycznie tak może być. No to odstawiłem i zablokowałem sociale. Dbałem o to, żeby spać zawsze minimum 7 godzin, nawet jakbym miał się spóźnić, to sen będzie ważniejszy. No i co kurwa, miesiące mijały i dalej szukam kluczyków we wszystkich kieszeniach kurtki, spodni, torby, bo nie ma ich tam, gdzie powinny być. W pracy stałem się nałogowym przeglądaczem Gazety Podatkowej, zawsze warto zerknąć co 5 min co tam się dzieje (nic się nie dzieje, to jest kurwa nudne).
To się zebrałem i poszedłem do psychiatry. Jakaś tam mordeczka, trochę bardziej od uzależnień i pamięci. W sumie wstydzę się zagadać, że um w pracy nie chce mi się pracować i nie pamiętam adresu, pod którym mieszkam od roku. To zacząłem temat pamięci, bo nie pamiętam połowy życia, nie wiem, w jakich górach byłem i gdy wracałem do odwiedzanych miejsc, niewiele kojarzyłem. Koleś mi dobrze powiedział, że nie mam problemów z pamięcią, bo gdy zobaczę zdjęcia z wyjazdu, albo ktoś mi przypomni co się działo, to mogę odtworzyć całą sytuację. Nie mam dziury w mózgu, tylko mam problemy ze skupieniem. Na wyjazdach nie byłem skupiony i mniej zapamiętywałem, albo nie to, co chciałbym i powinienem. Pamiętam, jak krzyżodzioby żarły szyszki, ale nie mam pojęcia, gdzie wtedy byłem. Nie mam wielu ciekawych historii do opowiedzenia, bo niewiele da się ułożyć w spójną i sensowną całość. Ok, wracając do psychiatry. Coś tam pocmokał i zapytał, czy miałem takie objawy w dzieciństwie. Odpowiedziałem, że nie. Czyli to nie ADHD, bo wytyczne mówią, że muszą być objawy przed 12. rokiem życia (powiedział chyba, że przed 7., zgodnie ze starymi wytycznymi). Jest jedno ale. Ja nie wiem, jak wyglądają objawy w dzieciństwie i niewiele pamiętam z dzieciństwa, ale temat został urwany. Piłem za dużo, paliłem też, a teraz mam zaburzenie pod postacią osobowości unikającej. Że niby nie mogę się skupić, bo boję się, co ludzie o mnie pomyślą i zawalam sobie tym głowę. I faktycznie, trochę tak jest. Czasami. Ale lubię kontakt z ludźmi. Lubię chlać z ludźmi, wtedy wszystkie lęki znikają, robię się aktywny, mogę gadać bez końca, przerywać innym zdanie, zapierdalać kilometry, żeby działo się więcej i… ups. Mam wariant mieszany ADHD, więcej problemów ze skupieniem, ale też lubię zapierdalać z buta, lubię ten flow, gdy ciągle coś się dzieje, tupię nóżką, zaciskam zęby, gdy nie mogę tupać nóżką, nie mogę usiedzieć w jednej pozycji, lepiej mi się pracuje głową po wysiłku fizycznym. Ale ok, wtedy zaufałem specjaliście (ale nie specjaliście od ADHD) i ten mnie wysłał do psychologa na terapię, bo to pomaga na zaburzenia. Psycholożka na konsultacji powiedziała, że tak być może i poleca terpię poznawczo-behawioralną, CBT (Cock & Ball Torture). Nie było u niej terminów i się zbierałem, żeby poszukać kogoś innego. Tak z pół roku zbierania. Parę wizyt u nowej terapeutki, zapoznanie się z moim życiorysem, trochę obserwacji i cyk padło pytanie. Czy byłem u kogoś, kto jest specjalistą od ADHD? Bo nie mogła mnie oficjalnie zdiagnozować, ale wszystkie flagi łopotały wskazując na to, że typ się mylił. Dobrze się złożyło, bo mój najlepszy przyjaciel w tym czasie dostał diagnozę (adhdowcy dobrze się dogadują i podświadomie tworzą grupki znajomych) i polecił dobrą psychiatrę. Potem poszło z małymi wybojami, ale dowiedziałem się, gdzie szukać objawów w dzieciństwie i oczywiście je tam znalazłem. ADHD jak chuj strzelił. Dostałem receptę, ale musiałem trochę poczekać na badania i wizyty u kardiologa, żeby mieć pewność, że nie wykituję od stymulantów. Żyję, a dzięki lekom piszę ten post bez rozpraszania się. Chillera, utopia, koń zwalony.
Kurwa, trochę długi post, ale zwalam to na ADHD. Jak coś tu brzmiało dosyć rel, to idź się kurwa lecz. Jeśli chcesz się mnie zapytać o coś z tematu to pisz, chętnie pomogę.