Są dwie opcje do obejrzenia teledysku (pan facebook nie powinien pytać o wiek), niestety trzeba stąd wyjść, ale wróćcie zaraz pls 🙁
Historia Żóla Bycia cz. 9
Na początku września 2018 Legendarny Afrojax (jedno z artystycznych wcieleń Michała Hoffmanna) rzucił w eter zapytanie, czy jest ktoś chętny na zrobienie teledysku do utworów z nadchodzącej płyty. Byłem wtedy w dziwnym góra-dołku, po maratonie chlania udało mi się wytrzymać 30 dni bez procentów (znajomi pomagali, goszcząc mnie sokiem grejpfrutowym zamiast kraftów) i właśnie tę passę zepsułem, co trochę mogło pomóc na przełamanie wszystkich lęków związanych z zaoferowaniem swoich usług. A było czego się bać, bo poza operowaniem w podobnych klimatach wstydu, emocjonalnego ekshibicjonizmu i pornografii, nie miałem wiele do zaoferowania. Miałem na koncie parę prostych „animacji” na kilka klatek i jedną, która miała jakiekolwiek audio. Uczyłem się nowego programu, w którym miałem całość ogarnąć, i nawet nie wiedziałem, jak bardzo się do tego wtedy nie nadawał. Ogólnie Michał był na tak, tylko się dopytywał, czy na pewno dam radę w trzy miesiące. No i dałem. W niecałe sześć. Sporo ludzi się zgłosiło, sporo klipów powstało i mam nadzieję, że ta obsuwa nie była straszną tragedią.
Na początku dostałem sam tekst, do którego już zacząłem robić szkice i cały koncept teledysku. Teksty Afrojaxa mają pewną cechę, która zawęża trochę pole działania, mianowicie ich obrazowość i masa opisów sytuacji. Co ja mogę, gdy podmiot liryczny opowiada, co się dzieje po kolei? Mogę przedstawiać te sytuację, mogę przedstawiać samego rapera wykładającego historię, albo polecieć z czymś podobnym klimatycznie, ale ryzykować odwrócenie uwagi widza. Wybrałem najbezpieczniejszą, pierwszą opcję. W refrenie na szczęście miałem więcej luzu i mogłem sobie kreatywnie poszaleć. W miarę możliwości, a te były znacznie ograniczone moimi umiejętnościami animowania.
Temat też mi się dobry wylosował, bo alkoholizm, bliski wtedy memu sercu. JEDNAK, absolutnie nie był rel. Mam zupełnie odwrotnie, na trzeźwo jestem nieśmiałym misiem i boję się rozmawiać z przyjaciółmi, ale po dwóch porterach zacznę drzeć ryja, a po czterech dla jaj wyjebię koledze z bani, a potem będę się czołgać na Centralnym. No, ale co, klocki masz, tylko pozamieniaj je miejscami, czy coś.
Tak wyglądała wstępna wersja kutanga robiona jeszcze w Photoshopie, w którym do tej pory animowałem. Ale PS się do dużych projektów nie nadawał (Clip Studio Paint też nie, ale jeszcze o tym nie wiedziałem).
Rysowałem prawie codziennie, czasami z zacięciami, ale miałem regularną rutynę związaną z teledyskiem. Po miesiącu miałem już ogarniętą większą część zwrotek. Wtedy dostałem pierwsze audio i miałem okazję nauczyć się synchronizacji. Nauczyć, bo okazało się, że to nie jest prosta sprawa. A właśnie, mój program do animacji CSP miał jedną drobną wadę. Nic takiego. NIE IMPORTOWAŁ PLIKÓW AUDIO. To trochę komplikowało sprawę synchronizacji. Wtedy jedynym ratunkiem był program Clip Studio Action, który był oficjalnie wydawany tylko w wersji japońskiej. Udało mi się dostać trial z nieoficjalnym tłumaczeniem na angielski (nie wszystkie opcje były przetłumaczone) i mogłem po narysowaniu klatek eksportować plik z Painta do Action, i tam doczepić audio, żeby sprawdzić, czy wszystko bangla. To było strasznie naokoło i generowało masę dodatkowej roboty. Też dzięki temu miałem okazję każdego dnia przesłuchać kilkadziesiąt razy ten sam kawałek Legendarnego Afrojaxa, w wersji surowej. Wspaniałe doświadczenie. Przez długi czas nie mogłem normalnie słuchać „Jeżeli jedziesz do…”.
Do pracy nad teledyskiem potrzebowałem większej mocy przerobowej. W październiku 2018 r. zainwestowałem w nowy monitor BENQ 27″ – fajne bydlę, mogłem lepiej pracować na dwóch monitorach i więcej się na nich mieściło. W styczniu 2019 r. odkupiłem od kolegi prawie nieużywanego Huiona KAMVAS GT191 V2, tablet z wyświetlaczem 19,5″, żebym mógł bezpośrednio pod ręką widzieć co rysuję. Gdyby nie te sprzęty, to pewnie bym się nie wyrobił, bo quality of life znacząco poprawiały. Musiałem się tylko szybko nauczyć rysowania na innym sprzęcie, ale nauka nowych rzeczy nie była niczym nowym przy tym projekcie. Tablet polecam dla fanów ślizgania się plastikiem po ekranie. Niektórzy szukają najlepszego oddania wrażenia rysowania po papierze, naklejki z fakturą, te sprawy. Mi natomiast dobrze robi na gest jak pen sunie jak pojebany (dzięki temu odnajduję zen na Ipadzie).
Gdyby tylko ten program graficzny tak nie ssał… i co się okazało. Po wielu latach próśb przez społeczność użytkowników, Clip Studio Paint, akurat gdy byłem w połowie pracy, wypuszczono nową aktualizację, specjalnie dedykowaną pod animację. Było audio, było wszystko co potrzeba. Specjalnie dla mnie, jak na zamówienie. Jak zwykle więcej mam szczęścia niż rozumu. Nie wiem jak bym się ogarnął bez tego, ale widocznie cały świat potajemnie działał, żeby powstał ten klip.
W lutym dojebałem całość do końca i Michał zadowolony podesłał mi wersję ostateczną kawałka. Zesrałem się. Zesrałem się, bo chyba coś się źle przesłało, albo karta dźwiękowa się zjebała? W zwrotkach coś strasznie kurwa charczało. Nie wiedziałem co to było. Z potem na czole się zapytałem – czy tak ma być? Tak miało być. Po przesłuchaniu wcześniejszej wersji 1000000 razy, nowy mix brzmiał jak obsrane gówno z kosmosu. Tak mi się tamta wersja wryła w mózg, że każde najmniejsze odstępstwo było abominacją. Teraz w ogóle nie słyszę żadnych charków i zdecydowanie wolę nową wersję. Ale jezu, wypadłem na jakiegoś ignoranta i muzycznego plebsa, który sapie, gdy ktoś użyje autotune’a xD Będę tę sytuację przeżywać do końca swych dni.
Muszę przyznać, że praca nad teledyskiem dobrze zrobiła mi na przechlany mózg. Miałem okazję wyrobić sobie solidną rutynę, nauczyć się masy nowych sztuczek i zyskać trochę tej brakującej pewności siebie. 10/10 polecam.
Inspiracje cz. 6: Afrojax
To chyba najlepszy moment, żeby wspomnieć jak dużą inspiracją jest muzyka, a jeszcze bardziej teksty Afrojaxa. Patron i ojciec wszystkich frajerów, zakompleksionych fujar, rap stuleja, która nie zna wstydu, a jednocześnie zna go jak nikt inny. Sposób opowiadania o wstydzie, nurzanie się w nim, dotykanie go tam, gdzie boli najbardziej – to coś, co spłynęło do moich komiksów. Nie pomiń niczego, skup się na najgorszym, zawsze bądź nagi i dokręć śrubę, aż zatrzeszczy. Do tego dorzućmy próbę szokowania, łamania tabu i obrażania świętości (trochę wyżej na gifie zapierdala kutach po krzyżu – absolutnie radośnie i z rechotem popełniłem te wizualia). Gdybym mógł, dałbym więcej nawiązań do kultury wysokiej i bogatszego słownictwa, ale jestem na to zbyt tępy i nieoczytany.
A btw, mój pierwszy kontakt z Afrokolektywem był w czasach licealnych w postaci Przepraszam puszczanego w Radiu Kampus. Było spoko, melodyjne i tekst zrozumiały. I tyle. Reszta twórczości była meh. Moja eks była fanką zespołu, a ja tak bardzo tego nie czułem. Co on pierdoli, jacy mężczyźni są źli, zaraz zasnę, idę słuchać drum’n’bassu na odtrutkę. Odmieniło mi się gdy w Trójce zaczęły lecieć Piosenki Po Polsku, takie np. wspaniałe Wiążę Sobie Krawat. Muzycznie było mi bliżej, zagłębiłem się w teksty i zakochałem absolutnie. Potem, bardziej świadomy nadrobiłem resztę, choć i tak Piosenki pozostały dla mnie najlepszą płytą z udziałem Michała. Niestety nie miałem odwagi o tym powiedzieć pod drzwiami Hydrozagadki przed ich ostatnim koncertem podczas rozmowy z randomowymi ludziami. Wszyscy spuszczali się nad Płytą Pilśniową, a ja grzecznie potakiwałem, jak przystało na prawdziwego fana – frajera i tchórza.
PS Korzystając z okazji: na pogromców i księgowych podzielił ludzi Bóg i tak się składa, że nie jestem pogromcą. W kawałku Mało Miejsca Na Dysku jest w pewnym momencie tekst „zwiększa kredyt, zmniejsza debet ołówek numer 2”. W jakim sensie? Każda transakcja jest wykonywana jednocześnie po debecie i kredycie, jak zwiększasz kredyt, to też zwiększasz debet. Trochę jak z wykonywaniem działań po obu stronach równania. Co jest kurwa? Macie burdel w księgach, i bilans wam się nie zamknie, ja pierdolę. Wstyd, źle.
Doceń wkład w kulturę!
Dobra, trochę spojlerów symbolicznych z teledysku. Warstwa tekstowa to warstwa tekstowa, na genius sobie obczaicie, ja opowiem o swojej części.
W refrenie „Czy lubicie mądrali z przerostem ego?” skojarzyło mi się z innym tekstem Afrojaxa z Afrokolektywem w Horyzontalni / XYU: „Kochasz szaleńców w filmach? Czemu tam tylko zapytam.” I trochę się zakałapućkałem na tym punkcie i zrobiłem mały tematyczny skok w bok. Zerkając na toksyczną męskość, którą można próbować tłumaczyć zachowania ze zwrotek. Bez alko nie da się ich normalnie kontrolować, to można pójść w tę mańkę. Pojechałem sobie z tymi filmowymi odniesieniami, mamy tam kolejno: Bojacka, Breaking Bad, generyczny noir, Fight Club, Full Metal Jacket, Wikingów, Dobry, Zły i Brzydki, House of Cards, American Psycho. Czyli standardowa mieszanka kinematografii, której sens zwykle przelatuje nad głowami męskiej części widowni. Trochę trafiłem z wałkowaniem męskości, bo to był jeden z motywów płyty Anarcho Porno Gran Turismo w formie powracających części Do Gazu.
Trochę alko faza jaką miałem w ostatnich komiksach dobrze się wpasowała, bo tylko wersja królika z dużymi warami, którą wypracowałem pod wpływem mogła oddać pijactwo na które ciężko się patrzy.
Surowa kara za grzechy > cokolwiek innego
Z ogromną radością przyjąłem informację o niedzielnej audycji Afrojaxa w Trójce. Wystartowała 7 kwietnia.
Tak samo i cieszę się z rodzącej się u mnie nowej tradycji niedzielnego relaksu przy afro godzinie. Niestety nadal nie rozumiem tych wszystkich septym, ani nieszablonowych progresji akordów, za to muzyka robi fajnie plim plum w ucho.