Obiecaj sobie ostatni raz!
Poszedłem na piwo i się absolutnie zniszczyłem. Wracając rozpierała mnie euforia, nie mogłem wysiąść na właściwej stacji metra, ani nawet odczytać co było na tabliczkach. Miałem wrażenie, że policja mnie obserwuje (pewnie tak było). Jakimś cudem dziewczyna mnie znalazła i zawiozła do domu*. Po powrocie płakałem z pół godziny**. I zdychałem cały weekend. A to nie było nawet super dużo, z 5 piw. Kiedyś pijałem więcej, żeby doprowadzić się do tego stanu, a teraz mój próg kacowy wynosi 1 piwo. Zresztą teraz nie mogę za bardzo pić, bo źle jest łączyć alkohol z lekami, więc zostałem absolutnym abstynentem i czuję się z tym całkiem spoko. Wolę być nudny i nie paskudny.
Gf edit:
* To brzmi bardzo dramatycznie, w rzeczywistości to tak czy siak miałam go odebrać z metra, tylko wysiadł stację dalej i było się bardzo trudno z nim dogadać, w końcu chyba kazałam mu zostać tam gdzie był i podjechałam tę stację do niego xD
** Chyba dłużej… aż do uśnięcia na kanapie.