Wytęż szare komurki!
Niestety/stety jestem fanem łączenia nawiązań do tzw. „kultury wysokiej” z absolutnym kupo-pierdowym prymitywnym humorem. Nie zawsze mi się to udaje i częściej zostaje sam humor kloakowy, ale co zrobić.
Mam z tym typem połączeń problem. Z jednej strony fajnie jest ukrócić pretensjonalność i odsiać sędziów dobrego smaku. Z drugiej jest to sposób na budowanie dystansu w przekazie. Jest to warstwa ironii budująca dystans. Nawet przy komiksach jednoznacznie szczerych odsłaniających wrażliwe punkty musi być ten bąk z dupy gdzieś w kącie, żeby nie było zbyt poważnie. Można powiedzieć, że to też dobry sposób na ucięcie wszelkiej krytyki artystycznej, bo to tylko takie wygłupy. Idealny system obronny, przy którym można w wygodnej chwili wyjąć kartę trolla, śmieszka i błazna. Trzecia sprawa to swoisty autosabotaż. Szkielety pomysłów można popchnąć w poważniejszym kierunku, adekwatnym do wernisażu, druku, pokazania mamie i byłej wychowawczyni. Recenzent będzie mógł zerknąć i opisać na blogu bez dawania taga NSFW. Ale prostacki humor to taka cudowna ślepa uliczka, zero perspektyw na status artysty. Co najwyżej wyklętego, ale nie tak fajnie, tylko tak żenująco wykluczonego.
Także clou sprawy jest takie, że chciałem wsadzić do cipy, a wsadzam ciągle do sraki.
Tytuł to fragment „Opadły mgły, wstaje nowy dzień” Stachury.