Pozdrów się!
Miałem trochę gówniańszy okres, gdzie nic nie cieszyło. Wszystkie sukcesy i pozytywne doświadczenia szybko wyparowywały z głowy i wracała apatia. Straszne gówno, zwłaszcza gdy już było mi lepiej z planowaniem, działaniem. Ale nawet gdy wychodziłem dotykać trawy, to nic z tego nie miałem. Zero przyjemności. Zero radości. Także zero przejmowania się nieprzyjemnymi sytuacjami. Wszystko jedno. Jak w komiksie – nie ma nic dobrego i nic złego. Wszystko się zlewa w szum. Dopiero antydepresanty mnie z tego marazmu wyciągnęły.