Kliknij, ale bez presji.
Zauważyłem, że najlepszą motywacją, jaka na mnie działa, to brak motywacji. Im mniej myślę, tym łatwiej coś zmienić. Entuzjazm bijący z różnych treści motywacyjnych zupełnie odstrasza i zniechęca do działania. A jak jest wszystko jedno, to też wszystko jedno czy poćwiczę, czy nie, więc mogę poćwiczyć. Dobrym rozbiegiem może być takie przesycenie się rozrywką, gdzie już granie i socjale zaczynają irytować. Wtedy cyk, wcześniej do wyrka i jebać FOMO. Nic się nie straci. Czasami mam wrażenie, że ta moja filozofia ma w sobie trochę anhedonii, albo nihilizmu, ale nie chce mi się o tym myśleć więcej. Może poćwiczę. Whatever.