Zrozum!
Tytuł to fragment z „Serotoniny” Houellebecq’a, trochę takiego papy black pillsów.
Z tego okresu pamiętam, że istnieje grupka soft inceli, ale bardziej wholesome. Jednak ciągle creepy. To było inspiracją. Nie podam nazwy fanpeja, bo to odprysk z 4chana i przekładaniec wholesome/edgy contentu, ale można było tam zobaczyć waifu wednesday, albo coś w ten deseń. Typy wstawiały w komentarze swoje waifu z różnych animu/filmów. Gorzej, że też i osoby z realnego świata, więc kurwa słabo. Ale pomijając spierdolenia, najfajniej było zobaczyć wpisy typu: „Moją waifu jest moja ukochana dziewczyna, którą niedawno poznałem. Jestem z nią bardzo szczęśliwy i zrobiłbym dla niej wszystko.” do tego pozytywne reakcje wszystkich soft inceli – gratulacje i życzenie szczęścia. Żadnego pierdolenia o betach, simpach i braku zaufania do kobiet. Trochę to środowisko było w tamtym czasie relatable, a przynajmniej najbardziej z tego, na co mogłem trafić. Gdyby tylko było więcej tego typu miejsc w internecie, do tego bez otoczki prawicowych zjebów szukających łatwego narybka do konwersji na faszola. Młodzi mężczyźni mogli by być w trochę lepszym miejscu niż teraz. Niech ktoś.
Hmm, to jak znalazł dziewczynę, to chyba już nie należy do inceli (no chyba że ona mu odmawia seksu, a przecież się należy – ale to chyba nie w tej grupie takie rzeczy). Ale po gratulacjach wnoszę, że go nie wyrzucają, tylko raczej zostaje jakimś paladynem xD
zostaje świetlistym drogowskazem, iskierką nadziei, eksincelencją